Blog
Real World by Zebe
Zebe
Zebe Nikt Cię nie uszanuje, jeżeli
107 obserwujących 1671 notek 1427745 odsłon
Zebe, 31 października 2013 r.

Gladwella sposób na sukces

 

Od jakiegoś czasu szukam na rynku księgarskim   pozycji, która opisywałaby sport w PRL-u. Jest kilka takich książek, ale niestety nie traktują  one w sposób obiektywny o fenomenie sportu w okresie PRL-u. Wszystkie  są  skażone kontekstem związanym z uwikłaniem politycznym i traktują zagadnienie doktrynalnie. Zapewne wynika to z faktu, że o PRL-u albo źle, albo wcale, a to przekłada się na zafałszowany obraz tamtych czasów. Wbrew pozorom sport w owym  czasie był  naprawdę tylko sportem, był czymś co promowało właściwe  wzorce zachowań, oraz  rywalizację opartą  na zasadach fair play. Dziś pozostaje nam w zasadzie opierać się na przekazach ustnych ludzi, którzy w tamtych czasach byli częścią tamtego sportu. Zostawmy więc wątek  polityczny na boku i porozmawiajmy o sporcie.
 
Tak jak cała gospodarka funkcjonowała w systemie nakazowo-rozdzielczym, tak i sport funkcjonował w sposób podobny. Fenomen tamtych czasów polegał na zamierzonym umasowieniu sportu, a to realizowano głównie poprzez rozbudowany system zawodów sportowych, którymi objęto dzieci  już w szkołach podstawowych, a także na  stworzeniu wielosekcyjnych klubów przyzakładowych. Niezależnie od tego propagowano sport osiedlowy, nie robiąc przeszkód młodym ludziom, którzy chcieli kopać piłkę, czy też grać w siatkówkę pomiędzy blokami.
Wtedy to jakoś  nikomu nie przeszkadzało. W ramy systemowe ujęto także turystykę  krajową i nadano jej cechy rywalizacji połączonej z aktywnym wypoczynkiem. Całość stanowiła program podporządkowany utrzymaniu kondycji fizycznej społeczeństwa, na którym rządzącym ówcześnie najwyraźniej zależało. Sport podzielono na trzy  kategorie – rekreacja i wypoczynek, sport amatorski i sport wyczynowy. 
 
W wielu dyscyplinach rozbudowano systemy  rozgrywek i zawodów do stopnia, do  którego w obecnej Polsce nigdy nie dojdziemy. Pomimo tego, że baza sportowa nie stała na wysokim poziomie w porównaniu z krajami zachodniej  Europy, masowość sportu stworzyła  niezwykle prosty sposób selekcji najlepszych sportowców. Wspomniany system nakazowo- rozdzielczy pozwolił na lokowanie najbardziej rokujących sportowców w czołowych polskich klubach realizujących sport wyczynowy. W zasadzie o sporcie wyczynowym powinno się mówić w kontekście rywalizacji międzynarodowej.
 
Patrząc dziś na osiągnięcia polskich sportowców tamtego czasu na arenach międzynarodowych możemy tylko nostalgicznie  wzdychać . Warto przy okazji przypomnieć, że tzw. sporty halowe były w owym czasie zdominowane przez reprezentacje państw bloku wschodniego, a w lekkiej atletyce wyprzedzały je tylko Stany Zjednoczone, chociaż ZSRR był tuz tuz za Amerykanami i rywalizacja pomiędzy oboma państwami stymulowała rozwój sportu na świecie. Tak jest zresztą do dnia dzisiejszego.
Dziś  można powiedzieć, że osoby odpowiedzialne w owym czasie  za sport to byli w większości fachowcy, wspierani przez środowisko naukowe i ich rozwiązania w ramach całego bloku sowieckiego. Dotacje na sport były nieporównywalnie większe niż obecnie a władza była "istotnie" zainteresowana tym, by kadry były najlepszej jakości. Na marginesie - tak jak i wtedy, tak i obecnie  sport również jest używany do propagandy. Władza bardzo chętnie lubi kojarzyć się z sukcesami. 
Wyczynowi sportowcy nie zarabiali tak oszałamiających pieniędzy jak dziś. „Nagrodą” dla wielu  był wyjazd zagraniczny, popularność i dobra posada.
 
Przemiany w Polsce po roku 1989 wprowadziły nową rzeczywistość. W niesłychanie krótkim czasie, na bazie "terapii szokowej" została zaaplikowana społeczeństwu szybka dawka kapitalizmu. Wszystko , co kojarzyło się z minionym systemem było zastępowane produktem lub myślą zaimportowaną z liberalizmu bez zahamowań. Zaczęła się walka z tym co było, a to odczuło nie tylko polskie społeczeństwo, ale i  polski sport. Już na początku lat 90-tych praktycznie zlikwidowano finansowanie centralne na sport, w niedalekiej przyszłości padały jeden za drugim kluby przyzakładowe, ale największy dramat dotknął  kadrę trenerska i działaczy. Większość  ludzi delegowanych  do pracy w sporcie odeszło, przebranżowiło się lub po prostu wyjechało z kraju. Pozostali nieliczni pasjonaci, częściej przeciętni lub słabi, którzy za śmieszne  pieniądze podjęli pracę w sporcie. 
Polski sport zaczął żyć chwilą bieżącą, przejadać pieniądze, trawić je  i mielić, w czym pomagali mu różnej  proweniencji  nowobogaccy managerowie nastawieni na wyzucie soków z tego, co zostało. Przeciętność , brak pomysłu na nowy system- nie zrobiono nic tylko trwano.  Do dziś nie ma w Polsce pomysłu na nowoczesny sport. Lekiem na całe zło miał być sport zawodowy, ale bez korzeni, czyli spojrzenia całościowego na sport, nie będziemy odnosili sukcesów, chyba, że pogodzimy się z tym, że na każdej kolejnej olimpiadzie będziemy walczyli o 10 medali obojętnie z jakiego kruszcu.
 
Przed polskim sportem stoi szekspirowskie pytanie. Możliwości są dwie – albo wszystko skomercjalizujemy i przestaniemy udawać, że sport jest oczkiem  w głowie nas wszystkich, albo zdecydujmy się na zainwestowanie większych pieniędzy z naszych podatków w sport niezawodowy, bo ten zostawmy ludziom, którym ta zabawa się nie znudziła i mogą swoje pieniądze przepuszczać przez sito z wielkimi oczkami.
Malcolm Gladwell  - myśliciel i filozof - wyliczył, że potrzeba co najmniej 10 tys. godzin treningu, by zostać ekspertem w dowolnej dziedzinie. 
Wynika z tego, że  wystarczyłoby w wieku ośmiu lat zacząć coś robić ( trenować)  po dwie godziny dziennie przez 250 dni w roku, żeby wraz z pełnoletniością stać się wedle Gladwella  niezłym zawodnikiem. Niezależnie od ewentualnych treningów w klubie. 
 
Może to jest jakaś myśl ?
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale